Futbolowa kwestia smaku
Biorąc pod uwagę fakt, że białoruski satrapa jest izolowany przez cały świat demokratyczny i ma trudności ze swobodnym podróżowaniem poza granicami kraju, musi korzystać z każdej okazji, by odwiedzić jakąś atrakcyjną imprezę sportową. A przecież jest zagorzałym sportsmenem i kibicem, o czym wiemy dzięki jego wyczynom na tafli lodowej, nartach biegowych i wrotkach.
Niestety, Kuba, Wenezuela, Sudan czy Korea Północna, gdzie Łukaszenka może w każdej chwili pojechać bez problemu, nie goszczą z reguły wielkich imprez sportowych. Nic więc dziwnego, że gdy coś ciekawego dzieje się w postradzieckim sąsiedztwie, gdzie na dyktatorskie zapędy Łukaszenki patrzą przez palce, zrobi on wszystko, by tam być.
Oczywiście, gdyby Ukraina chciała, mogłaby nie dopuścić do wizyty “Baćki”, która sprawia kłopot pozostałym europejskim politykom goszczącym w Kijowie na finale, m.in. prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu.
Owszem, gospodarzem stadionu podczas meczu jest UEFA, ale wiadomo, że Łukaszenka składa w tym samym dniu państwową wizytę na Ukrainie, jest podejmowany przez prezydenta i premiera. Zatem Kijów nie może stwierdzić, że nie ma nic wspólnego z jego pobytem nad Dnieprem.
Wizyta na stadionie będzie dla Łukaszenki niczym wisienka na torcie. Dla ukraińskich dyplomatów to szansa, by załatwić z Mińskiem wszystkie zaległe sprawy, a jest ich sporo, zwłaszcza w gospodarce.
Kijów jest więc zadowolony, że zrobi dobrze “Baćce”. A dyktator po raz pierwszy od dłuższego czasu obejrzy piękny mecz światowej klasy nie na ekranie telewizora i nie w kapciach, ale na żywo. Może z daleka dojrzy nawet prezydenta Polski i innych oficjalnych gości, choć pewnie nie będzie ich w Kijowie zbyt wielu. Albo zostaną usadzeni odpowiednio daleko.
Wiadomo nie od dziś, że UEFA dba głównie o pieniądze i stara się nie mieszać futbolu z polityką. A Białoruś bierze przecież udział w europejskich rozgrywkach piłkarskich, choć bez większych sukcesów. W czwartek przez chwilę odczuwałem dumę, że na warszawskim stadionie przed meczem Niemcy – Włochy zabrzmiał apel o szacunek dla inności i potępiający rasizm. Jeśli taki sam apel zostanie odczytany w Kijowie w obecności Łukaszenki będzie to farsą. Ten człowiek rządzi krajem od 18 lat, a od 16 jest dyktatorem. Ma na sumieniu zniknięcia ludzi, aresztowania, wielokrotnie sfałszowane wybory, złamane losy tysięcy emigrantów i ich rodzin. Na Białorusi wciąż siedzi za kratkami 14 więźniów politycznych. To jedyny kraj Europy, w którym wykonuje się wyroki śmierci.
Dla takich ludzi jak Łukaszenka zdecydowanie nie powinno być miejsca na stadionach piłkarskich podczas imprez rangi Euro. Niech sobie organizuje mistrzostwa dyktatorów w Mińsku, Hawanie albo Phenianie. I pokazuje je w reżimowej telewizji. Ale nie na imprezie firmowanej przez europejską organizację i w kraju, który ponoć aspiruje do Unii Europejskiej.
To nawet nie kwestia zasad. To po prostu kwestia smaku.
Open all references in tabs: [1 – 4]