Secesjoniści krzyczą „Urra!”, Kijów jest bezradny

Czy przed krymskim referendum Kijów jest jeszcze w stanie cokolwiek zrobić? Eksperci odpowiadają smutnym milczeniem. Tymczasem atmosfera na Krymie gęstnieje. Mnożą się rosyjskie ultimata. Przepadają aktywiści i dziennikarze – pisze korespondent „Tygodnika” z Krymu Paweł Reszka.

Wiał paskudny zimny wiatr. Siergiej Aksjonow – nowy premier Krymskiej Autonomii, wszedł szybkim krokiem na podwórze Wojskowej Komendy Uzupełnień w Symferopolu. Niedawno przejęli ją Rosjanie (ci w mundurach bez znaków rozpoznawczych). Otaczali go ochroniarze.

32-osobowy oddział bojców, uzbrojonych w kałasznikowy i bagnety, czekał na niego od kilkunastu minut.

– Dziękuję towarzysze, że bronicie krymskiego narodu – powiedział.

– Urra! Urra! Urra! – odpowiedzieli mu towarzysze.

Następnie bojcy składali przysięgę na wierność narodowi Krymu i konstytucji Autonomicznej Republiki Krym. Wyglądało to dziwnie, bo większość z przysięgających była w maskach – tak jakby wstydziła się lub obawiała tego wyboru. Impreza miała oczywiście czysto propagandowy wymiar.

Dlaczego? Aksjonow nie chce przecież żadnej Armii Krymu ani krymskiej konstytucji. Jest za przyłączeniem Półwyspu do Federacji Rosyjskiej, co ma potwierdzić referendum 16 marca. Co wówczas będzie z armią? – Zostanie włączona do rosyjskich sił zbrojnych – stwierdził z uśmiechem, odpowiadając na pytanie dziennikarzy.

No, chyba że Kreml ma inny plan. Krym 16 marca poprosi o przyjęcie do Federacji, a Federacja nie da odpowiedzi. Sprawa może się ciągnąć latami, a Półwysep zyska status parapaństwa na podobieństwo Naddniestrza.

Z drugiej strony, skoro Władimir Władimirowicz Putin zawojował już tak piękny zakątek świata, to dlaczego ma go sobie nie zatrzymać?

Ale szkoda czasu na spekulacje – to wie tylko W.W.P i jego najbliżsi. Tymczasem, korzystając z okazji, zapytałem Aksjonowa, czy jego zdaniem czas na organizację referendum w tak kluczowej sprawie, jak przyłączenie się do innego państwa – dziesięć dni! – nie jest zbyt krótki. Odpowiedział, że nie ma problemu i dadzą radę! I szczerze mówiąc, innej odpowiedzi się nie spodziewałem. Prorosyjskie władze Krymu obiecały referendum, więc je przeprowadzą. Wynik też łatwo da się przewidzieć.

Przed rozmową z Aksjonowem spotkałem się podczas konferencji prasowej z krymskimi politologami i ekspertami – Jusufem Kurkczi, Andrijem Krisko, Lenorą Djulberową i Dmitriem Omelczukiem – którzy są lojalni wobec Kijowa. Celowo wymieniam ich nazwiska. To dzielni ludzie, którzy nie boją się z otwartą przyłbicą wyrażać swoich poglądów w tych wyjątkowo trudnych warunkach.

Wszyscy byli zgodni, że według ukraińskiego prawa, referendum będzie nielegalne. Po pierwsze, głosowanie nad zmianą granic jest sprzeczne z konstytucją. Po drugie, w ogóle nie ma ustawy o referendach w poszczególnych rejonach państwa. Jest tylko ustawa o referendum ogólnokrajowym. Co za tym idzie – podkreślali eksperci – nie jest nawet określona granica frekwencji, po przekroczeniu której referendum będzie wiążące.