Rewolucja gospodarcza (a Polska)

W cieniu inwazji, jak mówią media, rząd tymczasowy Ukrainy pod kierownictwem Arsenija Jaceniuka musi stoczyć zupełnie inną walkę, której wynik może wpłynąć na losy kraju w najbliższych dekadach bardziej niż polityczno-wojskowe przepychanki.

Chodzi o przygotowanie podstaw gospodarczych nowej epoki, o którą walczył Euromajdan. Chcąc w nią wkroczyć, Kijów musi na nowo ułożyć sobie stosunki wewnątrzpolityczne, dyplomatyczne, ekonomiczne. Szczególnie w przypadku tych ostatnich trudne może się okazać pogodzenie woli społeczeństwa, interesu państwa i oczekiwań Zachodu.

Nikt nie ukrywa, że Ukraina balansuje na skraju niewypłacalności i brakuje jej pieniędzy na finansowanie bieżących wydatków. Ma natomiast zaległości w opłatach za gaz – 13 marca wynosiły 1,8 mld dolarów – i niewygodne politycznie długi wobec Rosji sięgające łącznie ponad 30 mld dolarów. Co prawda Stany Zjednoczone obiecały Ukrainie miliard dolarów gwarancji kredytowych, zaś Unia Europejska – aż 15 mld euro (w większości z kontrolowanych przez Unię banków – Inwestycyjnego oraz Odbudowy i Rozwoju).

Jednakże obietnice pozostają na razie obietnicami; republikanie w amerykańskim Kongresie nie mają ochoty na zbytnią hojność wobec rządu Jaceniuka. Co do Unii, krótkoterminowo jest mowa już tylko o 610 milionach euro, które Ukraińcy mieli dostać już od roku, ale nie dostali przez dwuznaczną postawę obalonego prezydenta Janukowycza.

Jeszcze jednym źródłem pieniędzy, których Kijów desperacko potrzebuje, musi być Międzynarodowy Fundusz Walutowy (niedawno mówiło się o 15 mld dolarów). Ale Fundusz ma zwyczaj stawiać własne warunki dotyczące reform gospodarczych. Co więcej, niedługo w MFW mogą nastąpić zmiany zmniejszające w nim wpływy Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, a zwiększające znaczenie krajów takich, jak Rosja i Chiny. Te ostatnie na pewno nie będą chciały stosować taryfy ulgowej wobec Ukrainy.

Działania obecnego rządu mają więc być radykalne
. W wywiadzie dla “Rzeczpospolitej” Jaceniuk przedstawił swój rząd jako gabinet “politycznych kamikadze”, dążący do naprawy tragicznej sytuacji kraju nawet za cenę zabicia swojej popularności. W ten sposób premier, należący do konserwatywnej Batkiwszczyzny (tej samej partii, co Julia Tymoszenko), wbił dyskretnie szpilę przywódcy UDAR-u Witalijowi Kliczce, lubiącemu medialne akcje i wyraźnie celującemu w prezydenturę.