Kwaśniewski: Oby Ukraina nie spłynęła krwią
NEWSWEEK: Jeśli sytuacja będzie się przedłużała, to Ukraina może stać się państwem upadłym.
ALEKSANDER KWAŚNIEWSKI: Wszystkie rewolucje mają ten sam przebieg: najpierw demonstracje pokojowe, potem zdobywanie budynków i dramatyczne migawki w telewizji. Ale gdyby pan dziś pojechał do Kijowa, to, owszem, zobaczyłby pan majdan i barykady, ale kilkaset metrów dalej mógłby pan pójść na dobry obiad do restauracji. Banki wymieniają pieniądze. Sklepy są otwarte, większość urzędów działa.
Obecnie najważniejsze jest, aby nie dopuścić do eskalacji przemocy i rolzewu krwi na Ukrainie. Tamtejsze protesty nie mogą zamienić się w wojnę domową.
NEWSWEEK: Zginęło pięć osób. Ludzie są porywani, torturowani, tak jak Dmytro Bułatow.
ALEKSANDER KWAŚNIEWSKI: Dlatego trzeba zrobić wszystko, by na Ukrainie nie wybuchła wojna domowa, a ta najnowsza rewolucja nie spłynęła krwią. Nie porównujmy jednak Ukrainy z państwami upadłymi w Afryce, gdzie wszystko wymknęło się spod kontroli. W ubiegły wtorek w Kijowie zebrał się parlament, uchylono antydemokratyczne ustawy. A premier Azarow podał się do dymisji, otwierając drogę do kompromisu. To znaczy, że mimo kryzysu instytucje państwa działają. Myślę, że dobre rozwiązanie polityczne mogłoby stosunkowo szybko postawić Ukrainę na nogi.