Komu zależy na Ukrainie
Bezpieczeństwo Polski jest mocno powiązane z tym, czy Ukraina nie wpadnie w ręce Moskwy. – Polska i Ukraina po prostu jadą na jednym wózku. Powinniśmy sobie to uzmysłowić – mówi Andrzej Maciejewski, znawca Rosji, Ukrainy i Białorusi z Instytutu Sobieskiego.
W jego ocenie sprawa uwięzienia Julii Tymoszenko i związane z nią reakcje europejskich elit politycznych są sprawą marginalną, a nawet zafałszowywaniem problemu. Istota rzeczy leży w tym, że dla zdecydowanej większości krajów zachodniej Europy Ukraina niewiele znaczy. – Tyle co Białoruś. Dla m.in. Niemiec, Francji czy Włoch jest daleko mniej ważna niż Rosja – mówi ekspert.
Prof. Roman Kuźniar, doradca prezydenta ds. polityki międzynarodowej, przyznaje: – Ukraina nie stanowi większego problemu dla Ameryki.
Andrzej Maciejewski zwraca uwagę, że również dla sporej grupy krajów Europy Środkowej Ukraina jest mało istotnym czy wręcz kłopotliwym partnerem. Przypomina, że relacje Pragi z Kijowem falują, ale zwykle są chłodne, jak teraz, a Ukraina z Rumunią od lat są mocno zdystansowane wobec siebie.
– Od śmierci Lecha Kaczyńskiego Ukraina nie ma wśród liderów politycznych w Europie nikogo, kto zabiegałby o jej interesy na arenie unijnej – twierdzi Maciejewski.
Prof. Richard Pipes, który przez lata stał na czele Russian Research Center w Harvardzie, i był doradcą prezydenta Reagana ds. ZSRR, wręcz odradza rządzącym Polską podejmowanie działań, których celem byłoby odsunięcie Ukrainy od Rosji. Dlaczego?
– Dla Rosjan Ukraina jest kolebką narodu rosyjskiego. Z tego właśnie powodu w mentalności Rosjan odgrywa szalenie ważną rolę. Ludzie rządzący Polską powinni mieć świadomość tego faktu – mówi prof. Pipes. – Ponadto Kijów dla Moskwy ma znaczenie geostrategiczne. Ukraina w NATO byłaby traktowana przez Rosję jako śmiertelne zagrożenie.
Prof. Pipes przyznaje, że w najgłębszym interesie Polski jest przeciągnięcie Ukrainy na stronę Unii Europejskiej i wciągnięcie do NATO. – Na razie jednak władze Polski nie powinny podejmować takich prób. Rosja jest przewrażliwiona na punkcie Ukrainy – podkreśla znawca Rosji.
Prof. Pipes uważa, że gdyby Ukraina chciała zostać członkiem NATO, Rosja zajęłaby ją. A wówczas kraje zachodnie, łącznie z USA, zaakceptowałyby taki stan rzeczy, bo za Kijów nikt nie chciałby niszczyć świata. Maciejewski ma inne zdanie. Przewiduje, że Rosję czeka powtórka z początku lat 90., czyli rozpad, i to już za kilka lat. – Ukraina natomiast musi przejść przez falę nacjonalizmu, by po jej zakończeniu wybrać własną drogę.
Krytyczniej o Ukrainie i jej przyszłości wypowiada się prof. Bohdan Cywiński, wykładowca na uniwersytecie w Wilnie. Radzi pamiętać, że Ukraina była jednym z niewielu krajów należących do imperium rosyjskiego, potem sowieckiego, który sam sobie wybrał opiekę rosyjską. – To ją różniło od Litwy, Białorusi, Finlandii i krajów bałtyckich. Nie przestrzegałbym jednak przed staraniami o przeciągnięcie Ukrainy na stronę zachodnią. Kiedy mamy to robić jak nie w czasach, gdy Rosja nie jest silnym państwem i mocniej ryczy, niż naprawdę może? Naszym politykom radzi wspierać każdą prozachodnią tendencję na Ukrainie.