Kijów utracił wczoraj Krym. Putin uznany za nowego… Kijów utracił …

„Dawno minęły czasy, gdy świat milcząco przyglądał się, jak jedno państwo zajmuje terytorium drugiego” – oświadczył rzecznik Białego Domu w reakcji na wyniki tzw. referendum na Krymie. Według Ria Novosti, największej rosyjskiej agencji prasowej, 93 proc. uczestników głosowania opowiedziało się za przyłączeniem do Rosji. Frekwencja osiągnęła rzekomo 80 proc.

Plebiscyt w sprawie odłączenia się półwyspu od Ukrainy od samego początku nie był uznawany przez władze w Kijowie.

Referendum nie uznały też Stany Zjednoczone ani Unia Europejska, a do jego bojkotu wezwali krymscy Tatarzy, stanowiący ok. 12 proc. ludności półwyspu. Nie podobała im się nie tylko sama atmosfera za­­s­tra­szenia, czyli głosowanie pod eskortą wojsk rosyjskich, które najechały Krym, ale również fakt, że w pytaniach referendalnych całkowicie pominięto kwestię pozostawienia dotychczasowego stanu rzeczy. Wyborcy otrzymali możliwość opowiedzenia się albo za włączeniem półwyspu do Rosji, albo za rozszerzeniem obecnej autonomii.

W sobotę Rosja zawetowała rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ, która stwierdzała, że niedzielne referendum na Krymie nie jest prawomocne i nie może być powodem zmiany statusu półwyspu. Za jej przyjęciem było 13 państw, natomiast od głosu wstrzymały się Chiny, choć Rosja liczyła do końca na poparcie Pekinu.

Teoretycznie referendum odbyło się w warunkach rozejmu między Ukrainą a Rosją, który ma obowiązywać do 21 marca. W tym czasie obie strony zobowiązały się, że nie będą podejmować żadnych działań wobec obiektów wojskowych na Krymie. Kilkanaście godzin wcześniej rosyjska grupa desantowa otoczyła jednak gazową stację rozdzielczą w miejscowości Striłkowe na Mierzei Arabackiej.

Wieś ta znajduje się na granicy Autonomicznej Republiki Krymu i obwodu cher­soń­skiego na południu Ukrainy. Rosyjscy żołnierze, którzy zostali zrzuceni z czterech helikopterów, opanowali także platformę gazową nieopodal wsi Szczas­ływ­ce­we. Zarówno platforma, jak i stacja są własnością spółki energetycznej Czorno­mor­nafto­haz, którą samozwańcze władze Krymu chcą znacjonalizować i odsprzedać.

W przeddzień i w dniu referendum niespokojnie było również na wschodzie Ukrainy. W Doniecku prorosyjscy aktywiści zaatakowali budynki rządowe, a w Charkowie protestowali przed polskim konsulatem w tym mieście. Padały hasła „Polska, won!” i „Europa nie przejdzie”.

W samej Rosji po raz pierwszy doszli do głosu przeciwnicy polityki Kremla. W sobotę ok. 20 tys. osób (niektóre źródła podają liczbę 50 tys.) przemaszerowało ulicami Moskwy, protestując przeciwko interwencji wojskowej na Ukrainie. W tym samym czasie ok. 10 tys. osób manifestowało w rosyjskiej stolicy poparcie dla działań Putina. Pierwszą akcję, nazwaną „Marszem Pokoju”, zorganizowały opozycyjne formacje. Wśród uczestników byli liderzy opozycji: Borys Niem­cow, Ilja Jaszyn i Siergiej Mi­tro­chin.

Naciski na Putina zwiększają państwa zachodnie. W niemieckim „Bildzie” pojawiła się lista wysokich funkcjonariuszy państwa rosyjskiego i szefów wielkich koncernów, którym Unia Europejska i USA miałyby odmówić wiz. W sprawie rosyjskiej inwazji na Krym wypowiedział się też stanowczo John McCain, wpływowy amerykański senator, były kandydat republikanów na prezydenta USA.

W rozmowie z reporterem RMF FM stwierdził, że Władimira Putina należy uznać za zwykłego pułkownika KGB i w ten sposób go traktować. W ocenie senatora trzeba zbudować zjednoczony front przeciwko prezydentowi Rosji. McCain – pytany, czy dostrzega ryzyko rosyjskiej inwazji poza Krym – odpowiedział, że nie ma pojęcia, czy taka inwazja nastąpi, ale na pewno Putin ją szykuje. Do McCaina docierają informacje o tym, iż Rosjanie przenoszą sprzęt i armię coraz bliżej ukraińskiej granicy.

Ostatnie wydarzenia zaowocowały również radykalizacją postaw strony ukraińskiej. Liderzy nacjonalistycznego Prawego Sektora oświadczyli, że dalsza ekspansja Moskwy będzie dla niej kosztowna. I zagrozili zamachami na gazociągi i ropociągi, transportujące surowce na Zachód.

Z kolei premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk oświadczył, że jego kraj będzie domagał się od Rosji zwrotu mienia, które Moskwa przejęła po ZSRR. Jaceniuk oświadczył, że Ukraina ma prawo do otrzymania majątku, który po rozpadzie ZSRR – jak podkreślił – wbrew prawu przejęła Rosja.

Zwycięstwo opcji prorosyjskiej na Krymie nie oznacza automatycznego wchłonięcia półwyspu przez Federację Rosyjską. Kreml musi obecnie rozważyć, czy oficjalne przyłączenie Krymu nie przyniesie kosztownych konsekwencji, np. stałego zmniejszania importu ropy i gazu przez Zachód. Przejęcie na siebie roli gwaranta bytu Krymu może też oznaczać konieczność wpompowania tam wielkich kwot pieniędzy, z uwagi na obecne uzależnienie energetyczne półwyspu od Ukrainy oraz brak źródeł wody pitnej.

STARCIA W CHARKOWIE

40 osób zatrzymano po nocnych starciach z piątku na sobotę i strzelaninie między siłami prorosyjskimi a ukraińskimi środowiskami nacjonalistycznymi w Charkowie. W wyniku zajść dwie osoby zginęły, a pięć zostało rannych. Starcia zaczęły się od ataku Rosjan na działaczy ukraińskich z Prawego Sektora. Szef ukraińskiego MSW Arsen Awakow ocenił, że zamieszki w Charkowie i innych miastach jego kraju wywołują „zawodowi prowokatorzy z sąsiedniego państwa”.

Napisz do autora
marcin.banasik@dziennik.krakow.pl

Open all references in tabs: [1 – 3]