EURO 2012: "nikt mi nie powie, że nie wypiję w Kijowie!"
Hiszpania
TAGI:
euro 2012, włochy, hiszpania, kibice, kijów, finał
- Hiszpańsko-włoski Kijów w oczekiwaniu na finał EURO 2012
- Uczestnicy EURO 2012: Włochy
- Uczestnicy EURO 2012: Hiszpania
- EURO 2012 – najnowsze informacje
Rosjanie chcieli wtargnąć na murawę?
– Czy EURO 2012 zmieniło nasze życie? Nie. W naszym życiu nic się nie zmieniło. Co innego bogaci… Ci to dopiero się nachapali! – nie mają wątpliwości ukraińscy robotnicy, których spotkaliśmy na trasie Lwów – Kijów, jadąc na finał Hiszpania – Włochy. Jak ukraińska milicja traktowała gości z Polski? Pod jakim względem nasz kraj wypadł lepiej od Ukrainy? Ile płacono konikom za bilety na finał? I dlaczego włoscy kibice uważają, że Ukrainki są ładniejsze od Polek? Tego dowiecie się czytając reportaż z naszego wyjazdu.
Zapraszamy do obejrzenia zdjęć z Kijowa w naszych galeriach: “Kibice w oczekiwaniu na finał” oraz “Kulisy finału EURO 2012”.
REKLAMA
Czytaj dalej
“Nasze życie się nie zmieniło. Bogaci to się nachapali!”
Na finał EURO 2012 wyruszamy samochodem z Krakowa o godzinie 10.30. Tuż po wyjeździe z miasta trafiamy na korek, który – jak się okazuje – spowodowany jest niegroźną stłuczką. W efekcie przejechanie pierwszych 60 kilometrów zajmuje nam… dwie godziny. Później, na szczęście, jest już tylko lepiej.
O 16.15 dojeżdżamy do polsko-ukraińskiego przejścia granicznego w Korczowej. W kolejce do odprawy celnej stoi kilkadziesiąt samochodów. Chcąc uniknąć długiego postoju, wjeżdżamy na wolny pas oznakowany napisem „BUS EURO 2012”. Celnicy patrzą na wiszące na naszych szyjach akredytacje UEFA i pozwalają nam na przejazd, dzięki czemu z granicy wyjeżdżamy już po godzinie i siedmiu minutach.
(fot. Michał Bugno, WP.PL)
Po stronie ukraińskiej zauważamy spore różnice w ruchu drogowym. Niemal wszystkie samochody jeżdżą bez świateł, co – w przypadku karoserii o szarych odcieniach – sprawia, że z dużych odległości są one praktycznie niewidoczne. Sporo mijanych przez nas pojazdów stare łady, których stan – na pierwszy rzut oka – pozostawia wiele do życzenia. Od czasu do czasu wyprzedzamy też wozy ciągnięte przez konie.
Około 80 kilometrów za Lwowem zatrzymujemy się w małej miejscowości w przydrożnym barze „Express”. Na powitanie wychodzi nam młoda dziewczyna o imieniu Lusia, która przerywa rozpalanie grilla i przynosi menu. Ceny są atrakcyjne. Pierogi kosztują 10 hrywien (około 4 zł), gulasz to koszt rzędu 25 hrywien (ok. 10 zł), a za tradycyjny polski obiad (dwa kotlety z ziemniakami i kapustą) płaci się 30 hrywien (ok. 12 zł). Danie smakuje znakomicie!
(fot. Michał Bugno, WP.PL)
Przy stole obok siedzi kilku ukraińskich robotników, którzy chętnie dzielą się swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi EURO 2012. – Czy turniej zmienił nasze życie? Nie. W naszym życiu nic się nie zmieniło. Co innego bogaci… Ci to dopiero się nachapali! – nie mają wątpliwości.
Są jednak dumni z nowych dróg, które wybudowano na EURO 2012. I rzeczywiście, jeszcze kilka miesięcy temu z przejścia granicznego w Korczowej do Lwowa – i dalej, do Kijowa – jechało się wyboistą drogą z niesamowitą liczbą dziur.
Teraz jest inaczej. Tuż przed turniejem na wspomnianym odcinku oddano do użytku nowe drogi, umożliwiające szybkie i wygodne dotarcie do celu. W niektórych miejscach nie zdążono jeszcze nanieść na asfalt białych linii, bo prace kończyły się „za pięć dwunasta”.
Magiczna moc akredytacji
Na 270 kilometrów przed Kijowem zatrzymuje nas milicja. Twierdzą, że przekroczyliśmy dozwoloną prędkość o 40 km/h. Na widok akredytacji UEFA i informacji, że spieszymy się do Kijowa na finał EURO 2012, funkcjonariusze uśmiechają się i po 30 sekundach puszczają nas dalej, zaznaczając, żeby „uważać na inspektora”. Podobna sytuacja ma miejsce w drodze powrotnej – akredytacje po raz kolejny okazują się niezwykle pomocne.
Wbrew temu, co powszechnie mówi się o korupcji na Ukrainie, żaden z milicjantów nawet nie śmie sugerować, że w zamian za „wyrozumiałość” oczekuje łapówki. Takie rzeczy nie mają miejsca również na przejściu granicznym.
Podczas podróży problemem staje się zakupienie na stacji benzynowej gorącej kawy. Nawet jeśli w sklepie znajduje się express, to akurat nie ma prądu… Jesteśmy świadkami sytuacji, w której hiszpański kibic, zamawiający hot-doga, dostaje bułkę z… zimną parówką. „Cold-dog” – jak można by nazwać taką przekąskę – Hiszpanowi wyraźnie nie przypada do gustu.
(fot. Michał Bugno, WP.PL)
W nocy z soboty na niedzielę, około godziny drugiej, dojeżdżamy do Kijowa. Mimo późnej pory, na ulicach miasta panuje spory ruch. W recepcji Hostelu numer 19, będącego na co dzień akademikiem Narodowego Uniwersytetu im. Tarasa Szewczenki, przyjmują nas świetnie mówiący po angielsku studenci, którzy chętnie deklarują swoją pomoc.
Wbrew naszym przypuszczeniom, okazuje się, że trafiliśmy na miejsce o dobrym standardzie. Każdy pokój wyposażony jest w dwa łóżka, kuchnię z lodówką i łazienkę. Koszt pobytu w takim miejscu to 90 euro od osoby. – Gdybym podczas studiów trafił w akademiku na podobne warunki, nie szukałbym już mieszkania na wynajem – przekonuje nas jeden z polskich gości.
W niedzielę rano jedziemy na stadion, żeby zostawić samochód na tamtejszym parkingu. Naszą uwagę przykuwają charakterystyczne dla ukraińskich miast marszrutki, czyli mikrobusy z kilkunastoma miejscami siedzącymi, które jeżdżąc po ustalonej trasie zatrzymują się na każde żądanie pasażerów. Nawet jeśli ktoś ma ochotę wsiąść akurat na… pasach dla pieszych.
Okazuje się, że decyzja o wyjeździe na stadion samochodem była błędem. Drogi w okolicach stadionu są już pozamykane, a służby porządkowe nie wiedzą, gdzie skierować dziennikarzy, chcących odebrać wjazdówkę na parking. Najpierw każą jechać w prawo. Kiedy przyjeżdżamy po raz drugi, kierują nas w lewo… W końcu wracamy do hostelu, zostawiamy samochód i przesiadamy się w metro.
Włoscy kibice: Ukrainki są ładniejsze od Polek
Na kilka godzin przed meczem odwiedzamy miejską Strefę Kibica. Spotkać można tu kibiców z całej Europy, ale najwięcej tych, którzy przyjechali z Hiszpanii i… Polski. Włosi są zdecydowanie mniej widoczni i pojawiają się w niewielkich grupach.
– Czy Polska była najgorsza w turnieju? Nie. Naszym zdaniem zabrakło wam po prostu szczęścia. W meczu z faworyzowaną Rosją zagraliście całkiem nieźle, a zawiodła jedynie skuteczność pod bramką rywala. Szkoda, że szybko odpadliście, bo zawsze dobrze jest, kiedy gospodarz turnieju gra jak najdłużej – mówią nam hiszpańscy kibice Raul, Victor, Sebastian i Juan, którzy zapewniają, że Kijów bardzo im się podoba i czują się w nim bezpiecznie.
(fot. Michał Bugno, WP.PL)
Swoimi wrażeniami dzielą się też Włosi Giovanni i Giorgio. – Niedawno odwiedziliśmy wasz kraj przy okazji półfinału z Niemcami, rozgrywanego na Stadionie Narodowym. Myślę, że Warszawa jest bardziej interesującym miejscem, ale tutaj, w Kijowie, dziewczyny są jednak ładniejsze – oceniają Włosi.
Na taką opinię z pewnością wpłynęła… pogoda. Przy okazji półfinału w Warszawie było chłodno i pochmurno, podczas gdy przed meczem finałowym w Kijowie mieliśmy bardzo wysoką temperaturę, co wiele pięknych kobiet skłoniło do założenia krótkich spódniczek i bluzek z szerokimi dekoltami. Odsłonięcie niewątpliwych atutów nie mogło umknąć uwadze kibiców z Półwyspu Apenińskiego.
A co w Warszawie było dla Włochów lepsze? – Myślę, że jedzenie. Ono smakowało nam zdecydowanie bardziej niż na Ukrainie – przyznają.
(fot. Michał Bugno, WP.PL)
W Strefie Kibica rozmawiamy też z dwiema Ukrainkami, które na twarzach wymalowały sobie oficjalne logo turnieju. – Atmosfera jest fantastyczna. Przyjechało wielu turystów z całej Europy, a ludzie są przyjacielsko nastawieni. Trwa wielka zabawa i międzynarodowe święto – opowiadają z radością.
– Dzięki EURO 2012 w naszym kraju zaszły wielkie zmiany. Wybudowaliśmy nowe drogi, a miasta stały się piękniejsze. Najbardziej podobają się nam jednak kolorowe kwiaty, które znajdują się w wielu miejscach Kijowa – podkreślają młode kobiety.
Strefa Kibica: kiepska organizacja i toalety “na narciarza”
Funkcjonowanie biura prasowego w Strefie Kibica w Kijowie odbywa się na innych zasadach niż ma to miejsce w polskich miastach. Przy wejściu nikt nie sprawdza akredytacji prasowych, co sprawia, że do budynku może wejść praktycznie każdy.
W sali brakuje komputerów stacjonarnych, pojawiają się przerwy w połączeniu bezprzewodowym Wi-Fi, a organizatorzy nie zapewniają kabli ze stałym dostępem do Internetu. W dodatku liczba gniazdek z prądem pozwala podpiąć ładowarki do laptopów zaledwie kilku dziennikarzom. Kiedy pracująca w biurze kobieta przynosi nam przedłużacz, okazuje się, że jest on zepsuty.
Ukraina słynie z toalet „na narciarza”, czyli typowych dziur w podłodze „zabudowanych” kawałkiem plastiku. Takie też ubikacje znajdują się w oficjalnym biurze prasowym stołecznej Strefy Kibica. Na szczęście – na Stadionie Olimpijskim przy budowie toalet zastosowano już europejskie standardy.
(fot. Michał Bugno, WP.PL)
Na cztery godziny przed meczem pojawiamy się pod stadionem. Słychać głównie polskich kibiców. Słynną przyśpiewkę „nikt nam nie powie, że nie zagramy w Kijowie”, popijając piwo, fani znad Wisły śpiewają teraz w nowej wersji i w pierwszej osobie – „nikt mi nie powie, że nie wypiję w Kijowie!” – niesie się po ulicach.
Pojedyncze osoby próbują handlować biletami na finał. 25-letni Polak oferuje cztery wejściówki trzeciej kategorii o nominalnej wartości po 50 euro. Za każdą z nich oczekuje 250 euro, na co ukraińscy kibice reagują głośnym śmiechem lub po prostu odwracają się na pięcie. Włosi i Hiszpanie też nie są zainteresowani – oni do Kijowa przyjechali ze swoimi biletami.
Ostatecznie znajduje się ukraiński konik, który za cztery wejściówki płaci Polakowi 500 euro (po 125 euro każda), licząc, że sam znajdzie chętnych, którzy zapłacą mu za nie jeszcze więcej. Czy tak się dzieje? Wątpliwe. Przed samym meczem bilety wyższych kategorii sprzedawane są nawet za 50% nominalnej ceny.
Włoskie flagi, polski doping, hiszpańskie święto
Grupa włoskich kibiców próbuje wejść na stadion z kilkumetrową flagą Włoch, na której widnieje napis w ich ojczystym języku. Stewardzi nie chcą się na to zgodzić. Fani „Azzurrich” przekonują, że podczas półfinału w Warszawie pozwolono im wnieść tę samą flagę na Stadion Narodowy i nie stanowiła ona żadnego problemu.
Włączamy się w rozmowę i potwierdzamy, że na wspominanym meczu podobnych flag Włosi wywiesili co najmniej kilka. Po naszej interwencji stewardzi szybko zmieniają zdanie i pozwalają włoskim kibicom na wniesienie flagi, a jej właściciele serdecznie dziękują nam za pomoc.
(fot. Michał Bugno, WP.PL)
W przeciwieństwie do Stadionu Narodowego w Warszawie centrum prasowe Stadionu Olimpijskiego w stolicy Ukrainy nie mieści się na samym obiekcie, lecz w pobliskim Pałacu Sportu. Tu obsługa medialna, za którą odpowiada UEFA, stoi już na najwyższym poziomie – ani w biurze, ani na stadionie nie brakuje miejsc siedzących, pulpitów, gniazdek z prądem czy kabli, zapewniających dostęp do szybkiego internetu.
Za jedyny mankament kijowskiego stadionu uznać można obecność bieżni, która znacznie oddala trybuny od boiska. Oczywiście, z punktu widzenia sportów lekkoatletycznych, powinna być ona podstawowym wyposażeniem każdego podobnego obiektu. Nie da się jednak ukryć, że bieżnia znacznie ogranicza komfort oglądania meczów piłkarskich.
O 20.45 zaczyna się finał EURO 2012, w trakcie którego na trybunach prowadzony jest dość słaby doping. Dobrze słyszalni są oczywiście Hiszpanie, którzy z każdym kolejnym golem świętują coraz mocniej. Dwukrotnie na trybunach da się też słyszeć przyśpiewkę „Polska Biało-Czerwoni”, przypominającą Europie o tym, kto jest współgospodarzem kończącego się turnieju.
(fot. Michał Bugno, WP.PL)
Hiszpania zostaje mistrzem Europy 2012 i przechodzi do historii jako pierwsza reprezentacja, która wygrała trzy największe imprezy piłkarskie z rzędu. Zwyciężając z Włochami 4:0 „La Roja” odnosi najwyższe zwycięstwo w finale Euro lub mundialu, jakie kiedykolwiek miało miejsce.
Z kolei trener Vicente del Bosque staje się pierwszym w historii trenerem, który w swoim dorobku ma zarówno triumf w Lidze Mistrzów, zdobycie Pucharu Świata, jak i zwycięstwo w mistrzostwach Europy.
Co w tych okolicznościach „El Profesor” mówi tuż po zakończeniu meczu? “Już teraz musimy patrzeć w przyszłość i przygotowywać się do kwalifikacji mistrzostw świata w Brazylii. Nie będzie łatwo, bo w grupie mamy takich rywali jak Francja, Rosja i Finlandia.” Finlandia! Zadziwiające…
Z Kijowa – Michał Bugno, Wirtualna Polska
Open all references in tabs: [1 – 6]