Co dalej z Ukrainą? Pyta były minister obrony Bogdan Klich

Ograniczenie swobód obywatelskich w postaci ustaw przyjętych przez ukraiński parlament 16 stycznia i radykalizacja młodzieży na Majdanie oraz w jego okolicach sprawiły, że tamtejsza opozycja postanowiła przejąć inicjatywę. Tak należy rozumieć decyzję o utworzeniu Rady Narodowej i wezwanie do formowania takich rad w terenie. Duża część Ukrainy podchwyciła ten apel i protest skutecznie rozszerzył się na kolejne obszary. Prezydent Janukowycz nie spodziewał się tak dużej skali społecznego nieposłuszeństwa.
Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak zakończą się negocjacje strony rządowej z opozycją. Uważam jednak, że pozycja Janukowycza uległa osłabieniu i Ukraina ma szansę na polityczne rozwiązanie kryzysu. Składa się na to dymisja premiera Azarowa i uchylenie ustaw z 16 stycznia. Należy pamiętać, że to dopiero początek procesu, ponieważ osoby odpowiedzialne za siłowe rozwiązania stosowane wobec protestujących wciąż pozostają na swoich stanowiskach, a odrzucenie niezgodnych z konstytucją ustaw to jedynie powrót do status quo ante, czyli do sytuacji, która doprowadziła do kolejnej fali protestów.
Gdyby jeden z liderów ukraińskiej opozycji przyjął zaproponowane stanowisko premiera, byłoby to działanie nieracjonalne. Opozycja nie miałaby możliwości odpowiadania za rządy w parlamencie zdominowanym przez swoich przeciwników. Nie mogła także zaakceptować warunkowej amnestii proponowanej przez rząd, ponieważ zakładałaby ona likwidację Majdanu. To w końcu najważniejszy atut, jaki mają w kartach przeciwnicy obozu władzy.
Nie sądzę jednak, by prezydent Janukowycz ustąpił i rozpisał wcześniejsze wybory prezydenckie, ponieważ nie miałby wtedy dostatecznej ochrony – ani prawnej, ani fizycznej. Nie zrezygnuje także z dalszego reprezentowania grup interesów, bo ma przecież legitymizację swojej władzy uzyskaną w drodze demokratycznych wyborów. Moim zdaniem nie dojdzie także do szybkiego uwolnienia Julii Tymoszenko.
Zacząłem zajmować się Ukrainą w 1992 roku. Przez wiele lat obserwowałem ewolucję zarówno tamtejszego społeczeństwa, jak i samego państwa. Na społeczeństwo patrzyłem z rosnącym zainteresowaniem, na państwo – z coraz większym niepokojem.
Po ogłoszeniu niepodległości Ukraińcy stanęli przed dwoma wielkimi wyzwaniami – jak żaden z krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Trzeba było zbudować nie tylko ukraińską państwowość, ale także stworzyć naród. Połączyć w jedną całość różne tradycje i modele życia. Ukraińców zamieszkujących zachodnie obwody cechują inne postawy niż Ukraińców ze wschodu.
Te różnice polegają na kilku kwestiach: stosunku do Europy, partycypacji obywatelskiej i spuścizny po Związku Radzieckim. Przed Ukraińcami pojawiło się poważne wyzwanie, obliczone nie na jedno czy dwa, ale na całe pokolenia. Narodu nie sposób zbudować szybko. Z satysfakcją patrzyłem na próby podejmowanych w tym kierunku działań.
Niepokojem natomiast napawało mnie to, co działo się z ukraińskim państwem. Ze względu na coraz większe zawłaszczanie władzy przez oligarchów i grupy biznesowe państwo słabło i traciło swoją pozycję. Stawało się narzędziem w ich rękach dla pomnażania majątku, a nie dobrem wspólnym wszystkich obywateli.
Prezydent Janukowycz jest nie tylko reprezentantem grupy oligarchów, lecz także jednym z nich. Od lat powiązany z Renatem Achmetowem, stworzył za pośrednictwem swojego syna własne imperium finansowo-gospodarcze (tak zwaną Familię). Jego zasoby w ciągu ostatnich dwóch lat zwiększyły się kilkunastokrotnie.
Sposób sprawowania władzy polegający na bliskim sojuszu między politykami i ludźmi biznesu został wprowadzony już przez prezydenta Kuczmę. Janukowycz go udoskonalił, a państwo ukraińskie stało się zakładnikiem interesów oligarchicznych. Ale to wciąż niejedyny problem, z jakim boryka się Ukraina.
Społeczeństwo wykazuje lekceważący stosunek do procedur i instytucji. Wymiar sprawiedliwości nie uzyskał wystarczającej autonomii. Korupcja jest obecna i widoczna w życiu publicznym, a szara strefa stanowi znaczącą część gospodarki. To dodatkowo podważa autorytet państwa.
Unia Europejska traktowała umowę stowarzyszeniową jako techniczne narzędzie swojej polityki zagranicznej. Rosja z kolei ma do Kijowa podejście strategiczne i poprzez unię celną prowadzi konsolidację obszaru posowieckiego. Ukraina stanowi niezbędny element tej strategii Kremla. Propozycja prezydenta Putina złożona w 2013 roku Janukowyczowi nie wynikała z troski o sąsiada znajdującego się w trudnej sytuacji, ale właśnie ze wspominanych imperialistycznych pobudek.
Gdy Unia Europejska oferowała Ukrainie wędkę, Rosja dawała złowioną już rybę, która w późniejszym okresie okazałaby się drapieżnikiem. W takiej konfrontacji UE okazała się słabsza, a Moskwa dzięki szerszemu podejściu wygrała. Czy jest to tylko chwilowy sukces, czy też definitywne zwasalizowanie Ukrainy, zależy od samych Ukraińców.
W listopadzie 2013 roku doszło bowiem do zrywu obywatelskiego i mobilizacji opozycji w obronie proeuropejskiego kierunku ukraińskiej polityki zagranicznej. Powstał Majdan, który z początku był Euromajdanem, mającym na celu przymuszenie władzy do podpisania umowy stowarzyszeniowej.
Dość szybko stał się jednak narzędziem politycznym, symbolem protestu przeciwko działaniom prezydenta. Obecnie pokazuje trzecią twarz – po niekonstytucyjnym wprowadzeniu 16 stycznia ustaw ograniczających swobody obywatelskie jest Majdanem broniącym demokracji i stającym przeciwko dyktaturze.
Z czasem potencjał opozycji zaczął słabnąć i w grudniu 2013 r. wydawało się, że Janukowycz weźmie Majdan mrozem. Wielki kozacki obóz w centrum Kijowa opadał z sił, a liderzy opozycji do 16 stycznia 2014 r. nie mieli pomysłu, jaki kierunek obrać. Teraz trzy główne partie opozycyjne dostały wiatr w żagle.
Co dalej z Ukrainą? Jesteśmy na początku dialogu władzy z opozycją. Nie sposób przewidzieć, jaka będzie jego dynamika i wynik końcowy. Opcja siłowa nie zwycięży, bo choć prezydent Janukowycz pochodzi z Doniecka, regionu, w którym ceni się siłę, zdaje sobie sprawę, że użycie przemocy na większą skalę przyniosłoby setki ofiar po obu stronach barykady.
Obecne działania prezydenta to gest otwarcia w stronę opozycji. Jest w nich jednak sporo pułapek, co zmusza liderów do daleko idącej ostrożności. Muszą oni także utrzymać jedność i przeciwdziałać pęknięciom pomiędzy swoimi partiami a Majdanem. Ich niewątpliwym sukcesem jest już rozlanie się protestów na większość ukraińskich obwodów oraz odwołanie drakońskich ustaw z 16 stycznia.
W interesie Rosji jest zachowanie wpływów na Ukrainie. Wszystkie działania są wnikliwie obserwowane przez Moskwę, ale o dalszych krokach może być mowa dopiero po olimpiadzie w Soczi. Władimir Putin zdaje sobie sprawę, że obecne zaognienie wydarzeń w Kijowie może przenieść ten ukraiński ogień także w okolice igrzysk. Nie wiadomo również, co zrobi Unia Europejska, bo choć potrzebne są konkretne działania, Wspólnota nie wykazuje dostatecznej inicjatywy.
Większą stanowczością wykazały się Stany Zjednoczone, podejmując decyzję o cofnięciu wiz uprawniających do wstępu na teren USA funkcjonariuszom bezpośrednio odpowiedzialnym za użycie siły podczas pacyfikacji protestów na Majdanie. Dlatego Unia powinna przyjąć bardziej aktywną postawę, proponując obu stronom konfliktu rolę gwaranta ewentualnego porozumienia, a Ukraińcom perspektywę europejską.
Autor: Bogdan Klich, senator, były minister obrony.